Sezon 2025/26 przeszedł już do historii. Piast Gliwice zdołał utrzymać się w Ekstraklasie, jednak przed klubem z Okrzei stoją kolejne, poważne wyzwania. Odejście kilku zawodników sprawia, że bez odpowiednich wzmocnień trudno będzie myśleć o czymś więcej niż spokojnym utrzymaniu. Tym bardziej że liga w nadchodzącym sezonie zapowiada się jeszcze silniejsza. Do Ekstraklasy wracają Wisła Kraków i Śląsk Wrocław, a grono beniaminków uzupełnia Wieczysta Kraków, której ambitny właściciel nie ukrywa wielkich planów i znaczących inwestycji. Tymczasem Piast, po zajęciu 15. miejsca, może liczyć z puli medialnej na około 13 milionów złotych. To kwota daleka od marzeń, zwłaszcza że klub wciąż musi mierzyć się z konsekwencjami wcześniejszych zobowiązań finansowych. Jeszcze większym problemem wydaje się jednak frekwencja. Liczba kibiców na trybunach przekłada się nie tylko na wpływy z dnia meczowego, ale także na atrakcyjność klubu dla sponsorów. A właśnie tutaj Piast wypada wyjątkowo słabo. Dla całej Ekstraklasy sezon 2025/26 był rekordowy. Tylko podczas ostatniej kolejki mecze obejrzało z trybun ponad 178 tysięcy widzów. Do średniej 20 tysięcy kibiców na stadion zabrakło zaledwie 219 osób na każdym obiekcie. Był to najlepszy wynik od niemal pół wieku, mimo że dziś kibice mają dostęp do transmisji telewizyjnych i internetowych praktycznie każdego spotkania. Polska liga zajęła dziewiąte miejsce w Europie pod względem średniej frekwencji. Łącznie mecze obejrzało ponad cztery miliony widzów, a średnia wyniosła 13 593 osoby na spotkanie. Na tym tle Piast prezentuje się niestety bardzo blado. Klub z Gliwic zajął przedostatnie miejsce w ligowym zestawieniu frekwencji. W całym sezonie mecze przy Okrzei obejrzało 83 468 widzów, co daje średnio zaledwie 4910 kibiców na mecz. Gorszy wynik zanotowała jedynie Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Trudno jednak porównywać Gliwice, liczące blisko 170 tysięcy mieszkańców, z miejscowością zamieszkiwaną przez około 700 osób. Co więcej, w Niecieczy ani razu frekwencja nie spadła poniżej 2,5 tysiąca widzów, a sześciokrotnie stadion wypełnił się do ostatniego miejsca. Przy Okrzei – jeden raz sprzedano wszystkie bilety. Coraz trudniej również bronić tezy, że kibice nie przychodzą, bo drużyna nie osiąga dobrych wyników. Korona Kielce, Radomiak Radom czy Motor Lublin także przechodziły trudniejsze momenty sportowe, a mimo to potrafiły utrzymywać przyzwoitą frekwencję. Oczywiście można wskazać kilka lokalnych uwarunkowań. W Gliwicach nie brakuje sympatyków innych klubów, przede wszystkim Górnika Zabrze. Warto jednak przypomnieć, że jeszcze w czasach gry Piasta w I lidze na stadion przychodziło więcej kibiców niż obecnie. Nie można też zarzucić klubowi całkowitej bierności. W ostatnich latach organizowano wiele akcji promocyjnych, wizyt w szkołach i przedszkolach czy wydarzeń skierowanych do najmłodszych. To działania potrzebne i pozytywnie wpływające na wizerunek klubu, ale trudno oczekiwać, że same w sobie przełożą się na tysiące dodatkowych widzów na trybunach. Ostatecznie decyzję o przyjściu na stadion podejmują rodzice. Jednym z najważniejszych czynników pozostają ceny biletów i karnetów. Dobrym przykładem jest Górnik Zabrze, który w latach problemów sportowych i finansowych regularnie organizował promocje, pakiety rodzinne oraz sprzedaż karnetów w atrakcyjnych cenach. Starsi kibice pamiętają nawet słynne krupnioki dodawane do biletów. Brzmi nietypowo, ale przynosiło efekt i b